Tutaj pojawia się rytm dobowy

Tutaj pojawia się rytm dobowy

Sugeruje to, że pewnego dnia BMAL1 może stać się celem terapeutycznym powstrzymywania pewnych rodzajów wirusów.

Ta sama manipulacja zegarem może jednak mieć różne skutki, w zależności od zaangażowanego wirusa. Brak BMAL1 działał dobrze w przypadku wirusa opryszczki, ale nie był tak dobry w przypadku wirusów w badaniu McKeatinga. Taka zmienność może być raczej regułą niż wyjątkiem. Każdy wirus — bakteria lub pasożyt — ma swoją własną biologię, własne sposoby osiągania swoich celów. Jeśli wśród ich taktyk są uniwersalia, prawdopodobnie są one powiązane ze wspólną historią ewolucyjną lub wspólnymi strategiami porwania gospodarza.

Jeśli chodzi o pasożyty, które Reece i jej współpracownicy badają, strategie udanej inwazji obejmują dopasowanie potrzeb patogenu do codziennych zachowań gospodarza. W malarii w pierwszej fazie infekcji pasożyt czuje się komfortowo w komórkach krwi żywiciela. Zbiera surowce potrzebne do rozpoczęcia reprodukcji. Ale zanim będzie mógł się replikować i pozwolić swojemu potomstwu wykiełkować i zainfekować nowe komórki, pasożyt malarii musi się pożywić. Tu właśnie wkracza rytm dobowy.

W eksperymentach, kiedy myszy były aktywne i żerowały w nocy, jak zwykle, nowo powstałe pasożyty wybuchały również w nocy. Ale jeśli Reece i jej koledzy karmili myszy w ciągu dnia, pasożyt zakończył swój cykl w środku dnia.

„Pasożyty organizują swój rozwój poprzez cykl”, mówi Reece, więc kiedy są najbardziej głodne, zbiegnie się to z momentem, w którym większość pokarmu dostaje się do krwioobiegu z karmienia żywiciela. Jeśli cykl pasożyta przesunie się i wybuchnie w mniej optymalnym czasie, pasożyt nie będzie się również replikować ani przenosić, co sugeruje, że zwykły czas ma korzystny wpływ na przeżycie.

Reece i jej współpracownicy zastanawiają się, czy to zjawisko wykracza poza malarię, a właściwie poza zjawisko choroby. Kiedy pasożyt, niezależnie od tego, czy jest to osa, robak czy jakikolwiek inny autostopowicz, wspina się na pokład żywiciela, zrobi wszystko, co w jego mocy, aby zyskać przewagę, w tym manipulując zachowaniem gospodarza. Ustalenie czasu jego cyklu życiowego, aby skutecznie wyssać żywiciela, wykorzystanie słabych momentów w cyklu układu odpornościowego, a być może nawet zmiana zegara dobowego żywiciela może być strategiami w każdym pasożytniczym podręczniku.

Przeczytaj: Pasożyty mogą kontrolować umysł zwierząt bez zarażania ich

Sztuką będzie sprawdzenie, czy te spostrzeżenia można odwrócić przeciwko najeźdźcom. Już kilka badań sugeruje, że szczepionki podawane o odpowiedniej porze dnia wywołują silniejszą odpowiedź immunologiczną. Być może naukowcy w końcu będą w stanie wykorzystać zrozumienie zegara dobowego, aby zoptymalizować stosowanie farmaceutyków – na przykład upewniając się, że niektóre szczepionki nie wymagają dodatkowych dawek przypominających, aby uzyskać pełną ochronę, lub ustalając czasy dawkowania leków, aby działały jak najlepiej.

Edgar przedstawia wielką wizję temporalnego atlasu wirusów, zestawionego według tego, co robią i kiedy. W tym mapowaniu wirusy, które wykorzystują jedno cyklicznie wyrażane białko, aby dostać się do komórki, będą razem. Te, które dobrze się rozwijają w nocy i są powolne rano, zostaną zidentyfikowane jako takie, na przykład te, które wykorzystują dany szlak metaboliczny gospodarza, aby przyspieszyć swój wzrost.

Pewnego dnia możliwe będzie przyjrzenie się nowemu patogenowi i zrozumienie na podstawie analizy jego cech, jak zareaguje na porę dnia.

„Ale”, zauważa, „to trochę potrwa”.

"

Zaktualizowano 7 czerwca o 9:54

Alex Honnold, walczący ze śmiercią alpinista znany ze wspinania się po trzystumetrowych granitowych ścianach bez liny, ma dobrze wyćwiczoną zasadę przetrwania: kluczem do wspinaczki, jak lubi http://produktopinie.top/ mawiać, jest wiedzieć, kiedy przestać. Odnosi się to w małym sensie, jak wiedząc, kiedy wrócić do domu na cały dzień. Ale ma to również zastosowanie w szerszym sensie, jak wiedza, kiedy całkowicie przestać.

Jest to zasada, w której większość ludzi żądnych przygód nie jest dobra, w tym wspinaczy i innych alpinistów, dla których koszty mogą być szczególnie wysokie. Weźmy Mount Everest: Od czasu eksplozji himalaizmu na początku XX wieku świat zemdlał z powodu szaleństwa wspinaczy i ich odmowy zatrzymania się, nawet – a zwłaszcza – w obliczu wielkiego ryzyka. Dziś to zauroczenie może wydawać się bardziej wszechobecne niż kiedykolwiek. Jarring donosi, że w tym sezonie wspinacze czekają w kolejce na szczycie Everestu, podczas gdy inni robią sobie selfie. Tłumy zostawiają stosy śmieci, a śmiertelność rośnie. Niektórzy wspinacze zmagający się z trudnościami powiedzieli, że inni zignorowali ich prośby o pomoc w drodze na szczyt.

Pozostawanie za sobą wspinaczy rannych, cierpiących na hipotermię lub w inny sposób zmagających się z problemami, by radzić sobie sami, od dawna jest tematem niektórych ukochanych relacji zarówno o śmierci, jak i przetrwaniu w alpinizmie, zwłaszcza na dużych wysokościach. Na Everest nie ma wyraźnych zasad dotyczących pomagania innym i pójścia naprzód, aby zapewnić sobie przetrwanie, co jest powszechne. Jednak ostatnio nagłośnione problemy na górze spowodowały, że ten kodeks postępowania został szeroko zbadany. Wiele osób zareagowało zaskoczeniem i gniewem, wzywając do większego bezpieczeństwa i altruizmu na Evereście.

Przeczytaj: Wykresy zgonów na Mount Everest

Te wymagania mówią mniej o wspinaczach niż o wszystkich innych, a raczej o tym, co oznaczało zdobycie tej legendarnej góry w ostatnich latach. Podczas gdy romans alpinizmu nadal kusi światowych odkrywców — zwłaszcza rosnącą liczbę amatorów wspinaczki, których stać na około 70 000 dolarów za próbę zdobycia Everestu — budzące obawy o konsekwencje alpinizmu komplikują jego mistykę. Ludzie uświadomili sobie coś, co można nazwać „przemysłem Everest”, w którym grupy na każdym poziomie czerpią zyski z góry – od rządu Nepalu, który sprzedaje rekordową liczbę zezwoleń, po firmy typu pop-up oferujące nawet najbardziej niedoświadczeni wspinacze na szczyt.

Rada Turystyki Nepalu twierdzi, że problemy nie są związane z dużą liczbą wspinaczy i nie jest jasne, czy Nepal, biedny kraj, który znacząco czerpie korzyści z turystyki, ma jakiekolwiek plany ograniczenia dostępu do Everestu. Ale same pozwolenia nie będą tym, co determinuje przyszłość Everestu. Śmierć na Evereście była kiedyś powszechnie uważana za nieuniknione ryzyko wyruszenia w nieznane. Czasami góra po prostu wygrywała. Ale teraz bardziej niż kiedykolwiek ludzie pytają, dlaczego wspinacze umierają na górze i twierdzą, że wiele z tych śmierci jest niepotrzebnych i bez znaczenia.

Jeśli powody śmierci na Everest są dziś niejasne, to także powody wspinaczki na górę. Niezależnie od tego, czy Everest nadal się wyprzeda, czy zostanie zamknięty, jego szczyt stracił kontrolę nad światową wyobraźnią. Everest, jako idea i siła kulturowa, już się skończył.

Osobowość samotnego alpinisty powstawała przez wieki. W 1336 roku włoski poeta Petrarka stanął samotnie na szczycie Mont Ventoux, rzekomo jako pierwsza od starożytności osoba, która wspięła się na szczyt góry, aby zobaczyć widok. Ponieważ Europejczycy wspinali się na coraz wyższe szczyty i ostatecznie pokonywali Himalaje, wspinaczka wymagała coraz większych umiejętności i siły. Wspinaczka górska stała się nie tylko czynnością, ale obsesją. Monomaniakalna osobowość alpinisty – doprowadzona do wielkiego poświęcenia, wysoko wykwalifikowana, aspołeczna, nadmiernie skoncentrowana – znalazła swój obecny wyraz we wspinaczce wysokogórskiej, której uczestnicy (wielu z nich to profesjonaliści) powracają do wspinaczki po przegranej wspinaczce. wzmacniacz; niektórzy nawet wspinają się na te same góry, na których stracili kończyny.

Dzisiejsze „selfie z Everestem” nadaje nowy wymiar tej monomanii, dokładnie w momencie, gdy odnoszący sukcesy wspinacze pojawiają się przed publicznością jak narkomani lub roboty zaprogramowane, by żyć według jakiejś tajemniczej wewnętrznej dyrektywy. Krytycy opisują legiony uprzywilejowanych amatorów, którzy teraz zdobywają Everest jako dyletantów, którzy hańbią górę, zagrażają innym i przenoszą to najbardziej samotne i osobiste doświadczenie do sfery najmniej do niej odpowiedniej: mediów społecznościowych.

Być może Everest powinien po prostu zostać zamknięty. Taki ruch byłby bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Najgłośniejsze protesty bez wątpienia wyszłyby od samych wspinaczy, ale nie tych najbardziej wprawnych, którzy mają już dostęp do mniej uczęszczanych himalajskich szczytów, a w wielu przypadkach bardziej się nimi zainteresowali. Największy wpływ będzie miał na wspinaczy, dla których Everest jest najlepszą lub jedyną himalajską okazją, a tym samym na zbudowaną wokół nich lokalną gospodarkę wsparcia Szerpów. Szerpowie to profesjonalni wspinacze w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu – opłacani za prowadzenie innych w świecie Everestu – i wielu z nich umiera podczas wykonywania swojej pracy. Wszelkie działania zmierzające do trwałego zamknięcia szczytu lub drastycznego obniżenia liczby zezwoleń wydawanych każdego roku musiałyby poważnie rozważyć wpływ na społeczności Szerpów, obecnie zaangażowanych we własne debaty na temat swojej przyszłości jako wspinaczy. Przeprowadzki na dużą skalę mogą być podejmowane, jak gdyby doszło do klęski żywiołowej.

Jednak w pewnym sensie katastrofa jest właśnie tym, co już się wydarzyło. Ta katastrofa to nie tylko korek uliczny na szczycie czy wysoka liczba zgonów. Obejmuje wrażliwe środowisko górskie, które rozrosło się wraz ze wzrostem gospodarczym. Z powodu zmian klimatycznych do końca wieku Himalaje mogą stracić ponad jedną trzecią swoich lodowców. Może to mieć katastrofalne skutki dla 1,7 miliarda ludzi żyjących w górach i krajach położonych w dole rzeki, którym grozi powodzie i zniszczenie upraw.

Między ociepleniem w Himalajach (wzrost w najbardziej abstrakcyjnym i najtrudniejszym do złagodzenia) a „zoo” i „śmietnikami” na Evereście (wzrost w najbardziej oczywistym i namacalnym) skala i złożoność niedawnych szkód w regionie jest dopiero teraz zaczynają się pojawiać. Jeśli sukces we wspinaczce rzeczywiście zależy od tego, kiedy należy zrezygnować, teraz może nadszedł czas, aby wspinacze i wszyscy inni przestali romantyzować szczyt Everestu i zamiast tego skoncentrowali się na sposobach ochrony tego czczonego miejsca.

Mówi się, że najbardziej złośliwy sezon Everestu zbliża się do sukcesu Free Solo, filmu dokumentalnego o bezprecedensowej wspinaczce Alexa Honnolda na El Capitan w Parku Narodowym Yosemite w zeszłym roku. Everest, najwyższy punkt na planecie, i El Cap, opisane w filmie jako „centrum wspinaczkowego wszechświata” i „najbardziej imponująca ściana na Ziemi”, to góry na granicy wyobraźni. Chociaż są one strukturalnie zupełnie różne, obie symbolizują największe wyzwania, jakie góry mogą zaoferować ludzkiemu umysłowi i ciału. Wraz z K2, ostatnią górą, która pozostała do zdobycia zimą, są one ikonami wspinaczki szczytowej, jeśli kto woli: ludzie czerpią najwięcej, aby wydostać się z gór.

Przeczytaj: Najtrudniejsza góra świata może wkrótce zostać w pełni zdobyta

Wbrew jego rzekomej zasadzie, sam Honnold jest w dużej mierze ucieleśnieniem zmitologizowanego wspinacza, który nie poddaje się, poświęcając wszystko, aby osiągnąć swój cel. W dokumencie zadanie Honnolda jest przedstawiane jako jego jedyne – w ciągłym napięciu z resztą jego życia, które obejmuje innych ludzi (zwłaszcza jego dziewczynę), stabilność na przedmieściach klasy średniej (kupno i urządzanie domu), a nawet film dokumentalny ekipa filmowa podążająca za nim. Wszyscy bliscy Honnoldowi martwią się, że kamery odwrócą jego uwagę lub sprawią, że będzie działał lekkomyślnie, więc członkowie załogi dokładają wszelkich starań, aby ukryć się jak najwięcej. W momencie historycznej wspinaczki operatorzy kamer muszą informować się nawzajem o lokalizacji Honnolda za pomocą krótkofalówek, ponieważ nieustannie wyprzedza to, gdzie myślą, że jest, dosłownie wyprzedzając kamery.

Free Solo, który w tym roku zdobył Oscara za najlepszy film dokumentalny, jest ekscytujący, ponieważ oddaje to, co nadało sens zdobywaniu Himalajów w ciągu ostatniego stulecia. To rzecz, która wciąż wyprzedza kamery i napędza zarówno wspinacza, jak i sam film, w pogoni za czymś tajemniczym i autentycznym. Ostatecznie doświadczenie wspinaczki należy głęboko do Honnolda i tylko do niego. Gdy porusza się cal po pionie w górę około 3000 stóp i nic nie może go uratować, jeśli się poślizgnie, osiągając coś, czego nikt wcześniej nie osiągnął, publiczność po prostu może sobie wyobrazić, jak to musi być.*

Oto, co robią najważniejsze pierwsze wejścia: otwierają magię gór na resztę świata. Ale lekcja Everestu jest taka, że ​​tak inspirująca przestrzeń nie pozostaje otwarta na zawsze. Jak wszystko inne cenne, nie jest nieskończenie odnawialnym zasobem.

Nowym wyzwaniem alpinizmu jest zastanowienie się, co zrobić z tą lekcją. Dla wspinaczy pytanie nie brzmi, jak zapobiec śmierci wszystkich ludzi w górach, jeśli chcą odpowiedzialnie podjąć ryzyko. Alpiniści zawsze wierzyli, że dla niektórych rzeczy warto ryzykować życie. Zamiast tego pojawia się pytanie, jak przywrócić sens wspinaniu, niezależnie od tego, jak się wspina. Teraz, gdy magia zniknęła z Everestu, gdzie alpiniści udają się, aby jej szukać?

* W tym artykule wcześniej podano wzniesienie, które Honnold osiągnął podczas swojej słynnej wspinaczki, a nie dystans, który pokonała wspinaczka.  

Czy jesteś sensei kodu? Gwiazda rocka obsługi klienta? Masz pasję do sprzedaży? Poświęcisz swoje życie na rozmowy konferencyjne, zostawiając rodzinę i przyjaciół, gdy będziesz koczować pod biurkiem, gotowy do połączenia się w każdej chwili?

Jeśli odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi „nie” – lub nawet nerwowy, niepewny uśmiech – to miejmy nadzieję, że nie będziesz musiał szukać nowej pracy w najbliższym czasie. Jeśli tak, przygotuj się na przekonanie potencjalnych pracodawców, że jesteś ninja wyników z obsesją na punkcie sukcesu, cokolwiek to znaczy.

Pokolenie temu amerykańscy poszukujący pracy mogli otworzyć gazetę, aby znaleźć ogłoszenia z pobieżnymi wyjaśnieniami pożądanych umiejętności, takich jak stolarstwo czy obsługa klienta. Ogłoszenia nie mają przecież miejsca na kwiecistą prozę. Jednak w ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniający się rynek pracy, w połączeniu z możliwościami Internetu, które sprawia, że ​​rzeczy są funkcjonalnie bardziej wydajne, ale egzystencjalnie znacznie gorsze, radykalnie zmieniły sposób, w jaki amerykańskie firmy rekrutują potencjalnych pracowników. Rezultatem jest nieprzyjemny stan nowoczesnej oferty pracy, w której często brakuje szczegółów, a długie są niemądre żądania.

Chociaż ten trend ma pewne korzenie w kulturze start-upów, rozprzestrzenił się na praktycznie wszystkie amerykańskie branże i daleko poza granice miejskiej pracy biurowej. Alley, przestrzeń coworkingowa w Nowym Jorku, poszukuje menedżera ds. mediów społecznościowych i marketingu w firmie, który jest „po części wizjonerem, po części wojownikiem online, po części guru popkultury, odrobiną przedwcześnie rozwiniętej energii zmieszanej z trochę lirycznej fantazji i podawane z kieliszkiem espresso.” Lista „bohatera obsługi klienta” z firmy Autodesk, firmy zajmującej się oprogramowaniem, chce usłyszeć od ciebie, jeśli jesteś „ninją z klawiaturą”, który ma „pasję do niesamowitej obsługi klienta”.

Dla niektórych pracodawców nawet umiejętności elitarnego wojownika nie wystarczą. „Jeśli poczucie humoru nie jest twoim szóstym zmysłem, to nawet certyfikowani ninja marketingu nie muszą się do niego stosować” — mówi opis dyrektora marketingu w firmie papierniczej z północnej części stanu Nowy Jork.

Przewiń do góry